|
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
26.07.2002
(dzień pierwszy)
/OPOLE-ZAKOPANE-POPRAD-KOSZYCE-DEBRECZYN/
Wyruszamy z Opola (naszego rodzimego
miasta) o godz. 00.07 pociągiem pośpiesznym do Zakopanego.
Oprócz załadowanych plecaków mamy trochę żarcia
na drogę i... uśmiech na twarzy ;))). Zgodnie z tradycją naszych kolei
pociąg jest opóźniony;)... na szczęście tylko trochę... Mamy
jednak miejsca siedzące, więc jest ok!
Po niezbyt przespanej nocy (jak to zazwyczaj w pociągach bywa), ok.
7.00 jesteśmy w Zakopanym. Tu dowiadujemy się, że o 7.20 odjeżdża PKS
do Popradu na Słowacji (nie zdążymy więc pójść na
Krupówki;). Nie zastanawiając się wiele - bo nie ma nad
czym;) - kupujemy bilety (15 PLN/os) i już po chwili jedziemy upajając
się widokiem polskich gór... Trochę długo stoimy na granicy
słowackiej (kierowca też jakiś dziwny...), ale to nic. W końcu
dojechaliśmy. W Popradzie od razu idziemy na dworzec kolejowy, skąd o
godz. 10.40 odjeżdżamy pociągiem do Koszyc (122 SKK/ok. 12 PLN/os).
Tutaj udajemy się na dworzec PKS i próbujemy znaleźć jakiś
autobus, który jedzie na węgierską granicę. Już po chwili
podchodzi do nas facet i jak dowiaduje się, że my "Polaki", to
proponuje zawieźć nas za 30 PLN - jednak odmawiamy i dalej usiłujemy
znaleźć ten autobus. Na naszej mapie nie było nazwy miasteczka,
które jest przy granicy. Prosimy o pomoc chłopaka z
dworcowego sklepiku, jednak niezbyt zna angielski i nie orientuje się
zbytnio
w terenie - ale widać, że chciał pomóc. W końcu wyczailiśmy,
że musimy jechać do Milhost. Ruszamy na przystanek i czekamy na
autobus. Dworzec jest dosyć duży i kręci się sporo Cyganów,
ale nie mamy żadnych problemów. Bilet - 36 SKK/ok. 3,5
PLN/os (więc dużo mniej niż te 30 PLN, he). Na drodze wsiada chłopak
i dziewczyna z Warszawy - okazuje się że jadą stopem do Włoch - też
ciekawy pomysł:). Dojeżdżamy do węgierskiej granicy, którą
przekraczamy pieszo i ruszamy (również pieszo) w
poszukiwaniu jakiegoś pociągu. Przeszliśmy ok. 4km - z tymi wielkimi
plecakami:( - próbując po drodze złapać stopa (niestety bez
skutku),
aż w końcu jakiś młody chłopak wskazuje nam drogę na stację. Tu okazuje
się, że "za chwilę" odjeżdża pociąg do Debreczyna (z przesiadką w
Miszkolcu), więc szybko kupujemy bilety. Niestety pani kasjerka nie zna
angielskiego ani niemieckiego (tylko niezrozumiały węgierski;) i nie
chce dać zniżki dla studentów (nawet po okazaniu karty
Euro<26), a nie ma czasu żeby bronić swoich racji, więc kupujemy
normalne (1560 Ft/ok. 25 PLN/os). Do Debreczyna dojeżdżamy pod
wieczór i przez chwilę nie wiemy co robić, ale na mapie
przed dworcem znajdujemy camping i ruszamy tam tramwajem #1 (bilet 120
Ft/ok. 2 PLN/os). W tramwaju facet tłumaczy nam chyba jak dojść na
camping - to miło z jego strony, ale kompletnie go
nie rozumiemy, hehe... jednak jakoś sobie radzimy. Camping - 2000
Ft/ok. 32 PLN. Na miejscu pełno Polaków i w dodatku IMPREZA
- szkoda że w rytmach disco polo. Rozbijamy się, otwieramy 1-szą puszkę
- jak to na turystów przystało, gotujemy herbatkę (trochę
długo, ale to chrzest naszej kuchenki) i idziemy spać!!!
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
27.07.2002
(dzień drugi)
/DEBRECZYN-ORADEA/
Zanim się wygrzebaliśmy (prysznic,
jedzenie) wybiła 11.00, więc szybko idziemy na tramwaj i z powrotem na
dworzec (przez szybę podziwiając Debreczyn - całkiem przyjemne
miasteczko). Na dworcu udało się kupić bilet studencki (YEEAAHHH!!!) za
250 Ft/ok. 4 PLN z Debreczyna do Biharkeresztes z przesiadką w
Puspokladany. Dojechaliśmy
i tu piechotką najpierw do głównej drogi (lekko męczące...),
a później wzdłuż drogi aż do granicy (bardzo męczące...) -
po drodze bezowocnie próbując złapać stopa:(. Jeśli chodzi o
pogodę - gorąco, ale lepszy upał niż deszcz! Granicę przekraczamy
standardowo - pieszo i już jesteśmy w Rumunii, hehe (przestawiamy
zegarki, gdyż czas tu płynie o godzinę szybciej - jest ok. 17.00). Tuż
za granicą podchodzi do nas taxówkarz i proponuje transport
na "zug" do Oradei
za 5 € - cóż nam innego pozostaje... Na dworcu
troszkę gorszy klimat - dużo "ciemnoskórych" i spore
zamieszanie. Z tymi plecakami za bardzo rzucamy się w oczy - co chwilę
ktoś proponuje taxówkę. Pani na informacji zna angielski i
po krótkiej rozmowie stwierdzamy, że dalej pojedziemy z
rana, gdyż teraz jest już za późno (bez sensu zajechać do
jakiegoś miasta w nocy). Ruszamy więc pieszo w stronę centrum
i w końcu zmęczeni znajdujemy przyjemny hotelik z widokiem na
główny deptak. W recepcji bardzo miła pani (znająca
angielski - ufff) mówi, że nie opłaca się płacić w
€ bo wychodzi drożej (miło, że o tym wspomniała). Cena: 25
€ lub 550 000 Lei (ok. 17 €!!! - a więc spora
różnica!). Dogadujemy się tak, że damy w zastaw 25
€, a jak rozmienimy kasę to
zapłacimy w Lei'ach (super!). Zostawiamy plecaki i wtopieni w otoczenie
idziemy na dworzec rozmienić pieniądze (bo tylko tam był czynny jeszcze
kantor), sprawdzić dokładnie pociągi, a później pozwiedzać
trochę miasto - po drodze kupujemy orzeźwiającą colę w "macu":).
Wieczorem na dworcu już spokojniej, zresztą jest ochrona z bronią w
ręku, więc nie ma się czego obawiać;). Okazuje się, że miasteczko jest
całkiem sympatyczne - nie tak wyobrażaliśmy sobie Rumunię. Myśleliśmy,
że będzie tu dużo Cyganów, bezpańskich psów,
szaro, buro i ponuro...(chyba każdy kto tu nie był tak właśnie myśli),
więc mile się rozczarowaliśmy. Jeśli chodzi o samochody to dominują
Dacie, ale są także lepsze gabloty. W hotelu otwieramy następną puszkę,
kupiliśmy też po krajowym browarku Silva i korzystając z tego, że mamy
widok na główny deptak, podziwiamy miasto nocą - dużo
młodzieży, gdzieś tam gra muzyka... czyli istnieje tu normalne
życie..., a te Rumunki to naprawdę piękne dziewczyny... - oczywiście
Polki i tak są piękniejsze:)))!!!!...
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
28.07.2002
(dzień trzeci)
/ORADEA-KLUŻ NAPOKA-CHEILE TURZII/
Pociąg do Klużu mamy o 7.42, a z hotelu
wychodzimy po 7.00 (po drodze pierwsze bezpańskie psy - a jednak są!).
Na dworcu nie uznają Euro<26 Student (w Rumunii koleje tego nie
uznawały, a przecież wyraźnie napisane że STUDENT!!!;), więc kupujemy
normalny (70 000 Lei/ok. 2,1 €/os). Teraz czekają nas 4h
jazdy, ale za oknem pojawiają się ładne widoczki, więc jest czym karmić
oczy. W pociągu przychodzi jakiś Cygan i zaczyna
coś nawijać - chodzi mu o jedzenie albo pieniądze - mówimy,
że nie rozumiemy, więc po chwili daje sobie spokój. Jednak
przychodzi drugi raz i znów próbuje coś od nas
wyciągnąć - dajemy mu papierosa (wziął dwa, hyh) i tyle go widzieliśmy.
Reszta drogi mija spokojnie. Do Klużu dojeżdżamy ok. 12.00, plecaki
zostawiamy w przechowalni (25 000 Lei/ok. 0,8 €/bag) i
uderzamy pozwiedzać miasto. Widać tu już górskie klimaty:)),
miasto pięknie położone... są też jednak te psy i można zauważyć
większą biedę (np. dzieci na skrzyżowaniach podchodzą do
samochodów prosząc o kasę... ). Postanawiamy zjeść coś
normalnego w restauracji (179 000Lei/ok. 5,5 € za dwa "drugie
dania"). W centrum jakiś dzieciak chce sprzedać "rolexa" za "uno
dolar":). Po zorientowaniu się w sytuacji wracamy na dworzec, zabieramy
plecaki i ruszamy na PKS (AUTOGARA 2), skąd chcemy dostać się jak
najbliżej następnego punktu wyprawy - wąwozu Turda (Cheile Turzii).
Pani z informacji zagaduje z kierowcą i ten wysadza nas na rozjeździe,
skąd już "prosta" droga w góry. Bilet - 30 000 Lei/ok. 1
€/os. Wchodzimy, wchodzimy, wchodzimy i końca nie widać...
nagle zatrzymują się przejeżdżający Niemcy i podwożą nas do samego
schroniska (piechotą jeszcze trochę by nam zeszło). Tu bierzemy chatkę
(2 łóżka i dach nad głową) za 150 000 Lei/ok. 4,6
€/os, zostawiamy plecaki i idziemy zwiedzać wąwóz.
Widoki po prostu wspaniałe. Po powrocie robimy sobie zupki. Miejscowy
DJ (który jest synem szefowej) zna angielski i załatwia nam
gorącą wodę, więc nie musimy męczyć się z kuchenką. Testujemy kolejnego
krajowego browarka - tym razem Skol i zwijamy żagle, bo rano trzeba
stąd jakoś zejść. Nagle przed naszymi drzwiami pojawia się... piesek -
chyba będzie nas pilnował;)....
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
29.07.2002
(dzień czwarty)
/CHEILE TURZII-SYBIN/
Mieliśmy w planie zabrać się jakąś furą
na dół, ale zanim wstaliśmy (jak zwykle trochę nam to zajęło
- jeszcze karmiliśmy naszego psa i jakiegoś kota) żadnego samochodu już
nie było...buuu, więc ponownie ruszamy pieszo - tym razem w
dół - ok. 4km. W pewnym momencie na zupełnym pustkowiu
siedzi sobie gość.... po chwili podchodzi do nas i pomaga zorientować
się w terenie - spoko, ci Rumuni są naprawdę sympatyczni...(a może to
tylko tu w górach...) Wreszcie dochodzimy do
głównej drogi (huhuh) i zaczynamy to, co nie wychodzi tu
najlepiej - łapanie stopa... do Turdy. Po niezbyt długim czasie
zatrzymuje się gość z pobliskiej wioski. Starszy koleś, ale luzak (pasy
tylko przełożone, na palcach jakieś sygnety, jadąc trąbi chyba na
wszystkich - jak wszyscy w Rumunii, hehe). Ale nam się trafiło -
niedość, że dowozi nas do Turdy, to jeszcze pyta ludzi na przystanku o
dalszą drogę (u nas tak się nie robi;). Wstępujemy na chwilę do sklepu,
a gdy wychodzimy ktoś woła: "gdzie idziecie?"... spoglądamy na ulicę, a
tam samochód na polskich blachach - małżeństwo - on Polak,
ona Rumunka (bardzo sympatyczni) - przeprowadzają się z Polski do
Rumunii. Dzięki nim byliśmy szybko i "bezpłatnie" na dworcu w
Câmpii Turzii, skąd oczekujemy na pociąg do Sybin (13.17) z
przesiadką w Vintu de Jos (80 000 Lei/ok. 2,5 €/os). Na dworcu
w miarę spokojnie - jakiś gość czyta na głos cały rozkład jazdy...he. W
pociągu siedzimy z takim "menelkiem" i po chwili wywiązuje się rozmowa
- on po rumuńsku, my po polsku i angielsku - ale jakoś się dogadujemy,
hehe. W końcu prosi nas o adres i telefon - coś tam mu naskrobaliśmy -
ciekawe czy zadzwoni;)?. Przynajmniej podróż nie jest
nudna:). W Vintu de Jos czekamy ok. 1,5h - dworzec taki sobie (jakieś
kury, psy..), ale czujemy się w miarę bezpiecznie - nasz "kumpel" jest
w pobliżu;). Okazuje się, że w pociągu można nawet skarpetki kupić;). W
drugiej części podróży "kolega" odłącza się od nas (i
dobrze!). Po pewnym czasie wywiązuje się rozmowa ze starszym
małżeństwem, które po dotarciu do Sybin pomaga nam znaleźć
trolejbus (#T1) jadący na camping (znów spoko Rumuni!), ale
i tak bierzemy taxówkę (50 000 Lei/ok. 1,5 €, ale z
góry spytaliśmy ile weźmie), bo na #T1 trzeba czekać 30min,
a robi się późno i pogoda się troszkę psuje. Na campingu
rozbijamy namiot (70 000 Lei/ok. 2,1 €) i szybko do centrum
pozwiedzać i coś zjeść. Miasteczko nawet ciekawe, ale bardziej podobało
mi się w Klużu. W rynku znajduje się duży plac, gdzie gromadzi się
sporo młodzieży. Wracamy taxówką (30 000 Lei/ok. 1
€) i gdy już kładziemy się spać słyszymy jakiś szmer koło
namiotu... he, to stadko OWIEC!!!! wyjada trawę wokół
naszego legowiska ... hehe!!!!
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
30.07.2002
(dzień piąty)
/SYBIN-GÓRY FOGARASKIE/
Z porannym budzeniem zawsze mamy
problemy - prysznic, jedzenie i już godz. 11.00 - szybko trolejbusem
#T1 udajemy się na dworzec, a tu na styk o 11.36 pociąg do Porumbacu de
Jos (23 000 Lei/ok. 0,7 €/os). W pociągu okazało się, że
lepiej będzie jechać dalej do Cârty - tłumaczymy więc
konduktorowi, a on na to że możemy jechać - bez żadnej dopłaty:). W
ogóle zauważyliśmy, że ludzie tu albo pokazują bilet albo
dają kasę nie dostając w zamian żadnego papierka;)... Z Cârty
nie było innego wyjścia jak dostać się (piechotą) do głównej
drogi, a potem do rozjazdu (ok. 3km) i stąd w góry -
nabieraliśmy wprawy w robieniu 3km z plecakami;). Po dotarciu do
rozjazdu zobaczyliśmy znak: 22km do pierwszego schroniska - Cabana
Bîlea Cascada, 35km do drugiego - Cabana Bîlea Lac.
Stwierdziliśmy, że jak nie złapiemy stopa (a jest to bardzo
prawdopodobne;), to do wieczora powinniśmy zajść... na szczęście po ok.
3km (znowu!!) zabrała nas furmanka - tylko do najbliższej wioski
(Cartisoara, ok. 1km), ale wierzcie mi - każdy odcinek drogi "nie na
nogach" był dla nas błogosławieństwem!!! Tu zaopatrujemy się w arbuza
(pyychhaaa!) i ruszamy w drogę - bo cóż innego pozostaje...
Po jakimś czasie zabieramy się z chłopakami traktorem (spoko - sami
spytali czy nas podrzucić) - podwożą nas chyba 4 lub 5
kilosów (!!!) - odwdzięczamy się papierosami, bo arbuza nie
chcieli... i tu niestety zaczyna się "zawijana" droga w
górę... Masakra!!!! Na szczęście 8km przed schroniskiem
zatrzymał się jakiś dobry Rumun (a właściwie dwóch dobrych
Rumunów) i w krótkim czasie jesteśmy w Cabana
Bîlea Cascada - widoki tak piękne, że nie da się ich opisać
(sprawdźcie fotki!). Jest godz. 17.10, a kolejka linowa (tu nosi nazwę:
telecabina) do Cabana Bîlea Lac jeździ tylko do 17.00...
jednak jest to nasz szczęśliwy dzień i udaje nam się załapać na
dodatkowy kurs organizowany dla jakiejś wycieczki (40 000 Lei/ok. 1,2
€/os) i już po chwili jesteśmy na górze:).
Schronisko pięknie odnowione - niestety ceny także - 200 000 Lei/ok.
6,2 €/os nocleg na materacach - bierzemy dwie doby. Jutro
idziemy zdobywać Negoiu (2535m n.p.m.), a dziś jeszcze zwiedzamy
okolicę, jemy ciorbę (zupkę - 35 000Lei/ok. 1 €) i udajemy się
na miejsce spoczynku. W pokoju z nami śpią też dwie inne ekipy. Pierwsi
- trójka Rumunów z Bukaresztu - chcą przejść całe
góry. Gawron zaczyna z nimi rozmawiać. Drudzy -
również trójka, również Rumuni -
Adrian i jego towarzyszki... Ucinam sobie z nimi pogawędkę i po chwili
robi się bardzo wesoło - całkiem nieźle wychodzi im mówienie
po polsku (DOBRZE, hehe). Okazuje się, że Adrian jest alpinistą i
szefem Clubul Alpin Român w Kluż-Napoka (w linkach odnośnik
do jego strony!!!!!). Wieczór mija wesoło, ale czas spać, bo
jutro czeka nas wiele wysiłku...
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
31.07.2002
(dzień szósty)
/GÓRY FOGARASKIE-BRASZÓW/
Wstajemy ok. 8.30 (Wow!!!),
współlokatorzy się zbierają, my bierzemy prysznic, jedzonko
i ruszamy w góry... Pogoda jest niezbyt dobra - sporo mgły,
poza tym ciężko się idzie... Weszliśmy chyba 400m w górę i w
pewnym momencie niezła jazda - niewiele widać i wieje silny wiatr -
decydujemy się zejść, ponieważ jeśli nawet uda nam się nie zboczyć ze
szlaku i dojść na szczyt, to i tak niewiele zobaczymy... Szkoda! Na
drodze powrotnej spotykamy dwie dziewczyny, ale ciężko się z nimi
dogadać, gdyż nie znają angielskiego, niemieckiego (tym bardziej
polskiego - nawet nie wiedziały gdzie leży Polska, hyh). Po
krótkiej rozmowie we wszystkich możliwych językach (z
migowym na czele!) okazuje się, że to rumuńskie siostry, ale jedna
mieszka w Norwegii, a druga na Węgrzech (tak to przynajmniej
zrozumieliśmy)... Udaje nam się wycofać drugą dobę w schronisku -
zabieramy plecaki i szybko pędzimy na drogę łapać stopa w
dół (bo trzeba się stąd jakoś wydostać!). Pogoda taka sobie
- trochę chłodno, ...trochę pada... i standardowo nikt nie chce się
zatrzymać :( ... W końcu zabiera nas dziewczyna ze schroniska i dowozi
do pamiętnego rozjazdu. Tutaj już świeci słońce i jest gorąco. Bez
namysłu ruszamy piechotką na stację do Cârty - 3km z
plecakami było już dla nas chlebem powszednim:)! Jest godz. 15.00 -
czekamy 2h na pociąg do Braszowa. Stacja wygląda jakby od lat nikogo tu
nie było. Po jakimś czasie schodzą się inni turyści. Bilety kupujemy u
konduktora (44 000 Lei/ok. 1,3 €/os) - dostajemy nawet
papierek;). W pociągu spoko. O 19.20 jesteśmy w Braszowie - tu (jak na
każdym dworcu) podchodzi gość proponując taxi - bierzemy. Okazuje się,
że ta taxówka nie jest zrzeszona - nie ma nawet szyldu, ani
taryfikatora! Jedziemy do hotelu Aro Sport (50 000 Lei/ok. 1,5
€ - z góry narzucona cena). Facet jeździ jak
wszyscy w Rumunii - ostro!!! Hotel dosyć tani - 384 000 Lei/ok. 12
€/2os pokój. Zostawiamy plecaki i starym zwyczajem
idziemy pozwiedzać i coś zjeść. Miasto bardzo przyjemne - jest nawet
telecabina, z której widać panoramę miasta - niestety nie
przejedziemy się nią. W restauracji krótka pogawędka z
kobietą z Nowej Zelandii i japońskim studentem. Opowiadamy o naszej
wyprawie i gdy mówimy, że podróżujemy z namiotem,
chłopak reaguje z niesamowitą fascynacją: "WOW!!!" - chyba nigdy nie
spał pod namotem;). Testujemy kolejne piwko - Ciuc (ponoć najlepsze w
Rumunii - ... rzeczywiście dobre). W końcu wracamy do hotelu...
zmęczeni, ale w dobrym humorze:)
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
01.08.2002
(dzień siódmy)
/BRASZÓW-BRAN-SINAIA/
Jakoś niezbyt się wyspałem, mimo iż w
łóżku a nie w namiocie... Dziś wyjątkowo dobre i zdrowe
śniadanko - mleko, pomidorek, brzoskwinia, banan i ...puszka!(prawdziwi
turyści nie mogą się bez niej obejść;) Jesteśmy już strasznie zmęczeni
codziennym podróżowaniem, ale trzeba ruszać dalej... - do
Branu, zobaczyć zamek hrabiego Draculi!!!. Autobusem #4 (5 000 Lei/ok.
0,1 €/os) udajemy się na dworzec - zostawiamy plecaki w
przechowalni (50 000 Lei/ok. 1,5 €/bag), a stąd trolejbusem #10
(przekreślona 10) do Autogara 2. Tu pekaesik do Branu (18 000 Lei/ok.
0,5 €/os). Zwiedzamy zameczek (20 000 Lei/ok. 0,6
€/os - studenci), a także muzeum i przylegające bazary.
Pomimo, iż "Dracula" naprawdę nigdy tu nie był, można kupić sporo
gadżetów z nim związanych (mówiąc
krótko - biznes się kręci!). Wracamy tym samym sposobem na
dworzec kolejowy i o 16.00 mamy pociąg do Synaii (23 000 Lei/ok. 0,7
€/os), w której jesteśmy ok. 17.15. Na dworcu
znów dostajemy wiele ofert, ale decydujemy się dojść na
camping piechotą (ok. 4km) - nie był to jednak najlepszy pomysł, gdyż
zmęczenie daje o sobie znać. W ogóle na drodze żadnych
znaków o campingu nie widać, ale jakoś dotarliśmy! Na
campingu duuuużo psów i w dodatku nie ma wody (hyh), ale
bierzemy dwie doby (60 000 Lei/ok. 1,8 €/dobę). Koleś z
recepcji strzela miny, jakby był z jakiegoś kabaretu...hehe... Okazuje
się, że obok nas rozbite jest młode małżeństwo (Polka,Niemiec) i
zapraszają na jutro na grilla:). A dziś jakaś zupka... W pewnym
momencie jeden z psów zaczyna robić się nachalny... zbyt
nachalny... Jutro ruszamy w góry i mamy nadzieję, że pogoda
dopisze... Jeszcze a propos wody, to można było się w nią zaopatrzyć z
takiego czegoś przy ulicy - dobre i to!
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
02.08.2002
(dzień ósmy)
/SINAIA-GÓRY BUCEGI/
Wstajemy ok. 8.00 (a jednak można) i
pędzimy szybko na główną drogę - jeżdżą tu często busiki do
centrum (5 000 Lei/ok. 0,1 €/os). Podróż jak zawsze
- ostra z dużym dodatkiem klaksonu;). W centrum na ławeczce spożywamy
spokojnie śniadanko, poza tym jesteśmy wykończeni... Obok nas jakiś
starszy pan przegląda Playboya;). Telecabiną dojeżdżamy do Cabana
Miorita, tu wspaniałe górskie klimaty i piękne widoki -
powoli odzyskujemy zatracone siły (albo to tylko górska
iluzja). Dalej uderzamy pieszo do Cabana Piatra Arsa, Cabana Babele
(wspaniałe skalne kształty!), Cabana Caraiman. Stąd schodzimy dosyć
trudnym i niebezpiecznym szlakiem do Busteni. Chyba na 1/3 trasy
rozwieszone są łańcuchy i liny dla bezpieczeństwa, poza tym na szlaku
widać mnóstwo krzyży..., ale widoków i emocji
związanych z zejściem nic nie jest w stanie zastąpić (zobaczcie
fotki!). Po ponad 3h schodzenia byliśmy na dole - totalnie wymęczeni -
nogi chyba do wymiany;), ale pełni wrażeń i przeżyć. Bierzemy autobus
do Sinaii (7 000 Lei/ok. 0,2 €/os), zmarnowani idziemy
zobaczyć klasztor Sinaia, zamek Peles (ponoć jeden z najpiękniejszych w
kraju) i wracamy na camping - autobusem, bo mimo braku
plecaków na nogach byśmy już nie doszli (10 000 Lei/ok. 0,3
€/os)... Szofer nam trochę drogo policzył i w dodatku
wiózł nas jakąś dziwnie okrężną drogą - najpierw na pętlę,
gdzie chyba kończył pracę, bo później włączył radio na full
i zaczął śpiewać, he!!! Na campingu wciąż "no water"", więc bierzemy
prysznic wykorzystując dwie 2-litrowe butelki. Nawet taki prysznic
przynosi niesamowite orzeźwienie! Wieczór mija sympatycznie
przy wspomnianym wcześniej grillu i zakupionym przez nas winie -
Murfatlar... robimy nawet ognisko!
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
03.08.2002
(dzień dziewiąty)
/SINAIA-BUKARESZT/
Znów udało się szybko wstać
(nakarmiliśmy nawet tutejsze psy) i ok. 9.00 jesteśmy już przy drodze i
czekamy na "szalonego busa" do centrum (5 000 Lei/ok. 0,1
€/os). Wow! Po drugiej stronie ulicy samochody na opolskich
blachach!!! Ale nawet nie chce nam się przechodzić. Z centrum idziemy
szybko na dworzec i pociągiem jedziemy do Bukaresztu (126 000 Lei/ok. 4
€/os). Ok. południa jesteśmy na miejscu. Tutaj dworzec niedość
że olbrzymi, to jeszcze bezpieczny - wszędzie ochrona, a na dworzec
wpuszczają tylko z ważnym biletem lub "peronówką". Bierzemy
taxówkę (Cris Taxi) na camping i już mały przekręt - na
liczniku wyszło 55 000 Lei/ok. 1,7 €, dajemy 100 000 a gość
zaczyna coś kręcić, że nie chce wydać reszty - więc dajemy mu 60 000 i
niech spada;) (a w przewodniku pisali, że Cris Taxi można
zaufać...hyh). Bukareszt to wielkie miasto - "Paryż wschodu", zupełnie
inny klimat niż w poprzednich miasteczkach, inne są także ceny -
camping: 300 000 Lei/ok. 9,3 €:(, ale nie mamy wyjścia -
bierzemy 2 doby. Robi się cienko z kasą... mieliśmy jeszcze w planie
jechać nad morze (Konstanca), ale jesteśmy zmuszeni z tego
zrezygnować:(. Rozbijamy namiot i ruszamy na miasto trolejbusem #301.
Po drodze pytamy się takiego faceta czy dojedziemy do centrum - on
mówi, że nie, więc wysiadamy i ruszamy dalej piechotą... -
potem okazało się, że dojechalibyśmy:(. Jest upał, jesteśmy zmęczeni,
idziemy i idziemy. Dochodzimy do Łuku Triumfalnego (prawie taki sam jak
w Paryżu!), dalej bierzemy już autobus. Wielkie ulice, wielkie
budowle... masakra... ale nie widać tu zbyt wielu podejrzanych
Cyganów - można więc czuć się swobodnie i bezpiecznie...
Jest natomiast dużo ulicznych handlowców sprzedających
wszystko co tylko możliwe;). Oglądamy Pałac Parlamentu (największa po
Pentagonie budowla na świecie!!!), przelotnie obczajamy muzea, w
międzyczasie jemy coś w "macu" - w Bukareszcie jest ich
mnóstwo i są to chyba najtańsze tu retauracje (zacząłem
doceniać istnienie McDonald'sów na świecie, he!). Na dworcu
Gara de Nord okazuje się, że do Suczawy możemy jechać rano lub
wieczorem. Po rozmyślaniach dochodzimy do wniosku, że jak uda się
wycofać drugą dobę, to jedziemy jutro w nocy.
Wracamy na camping, rozmawiamy z recepcjonistą - mówi, żeby
przyjść rano i wtedy okaże się czy da radę czy nie (ciekawe od czego to
zależy... może od jego dobrej woli;). No cóż - bierzemy
prysznic, gotujemy zupkę, pijemy browarka za zdrowie tych, co to mają
dziś urodziny:) i oczywiście za naszą wyprawę...! Już nie możemy
patrzeć na konserwy, spanie w namiocie i w ogóle... Gawron
nawet nie ma ochoty na jedzenie. Z jednej strony jest super, a z
drugiej miło byłoby zobaczyć znów znajome twarze, Opole i
Plac Wolności!!!!
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
04.08.2002
(dzień dziesiąty)
/BUKARESZT/
Udało się!!! - dostajemy kasę,
zabieramy manatki i #301 jedziemy do centrum, a stąd pieszo na Gara de
Nord. Bagaże zostawiamy w przechowalni (50 000 Lei/ok. 1,5
€/bag) i idziemy jeszcze trochę pozwiedzać (a raczej zmuszamy
nasze organizmy do tego zwiedzania). Odwiedzamy dwa muzea (m.in.
Narodowe Muzeum Sztuki - 60 000 Lei/ok. 1,8 €/os) i staramy
się znaleźć jakieś kartki pocztowe. Takie wielkie miasto, a nikt nie ma
tu kartek pocztowych!!!! W końcu kupujemy je w jednym muzeum. Kobieta
sprzedaje je z taką łaską i w dodatku nie wydaje całej reszty... bo nie
ma drobnych (a dla nas liczy się już każdy grosz!!!). Natomiast
ochroniarz bardzo sympatyczny, zna w miarę angielski i można z nim
spoko pogadać.
Jesteśmy wymęczeni, kończy się kabona, idziemy do "maca" coś zjeść i
przy okazji wypisujemy kartki... co z tego, skoro i tak nie mamy
znaczków, a dziś niedziela i poczta nieczynna - udało się
kupić tylko 2 znaczki w Hiltonie... Jest 17.00, pociąg mamy o 22.32...
siadamy więc przy ulicy i obserwujemy sobie samochody, co chwilę
polewając się wodą z pobliskiego hydrantu - prawdziwy hardcore;))).
Oprócz Dacii (których jest najwięcej) ludzie tu
bujają się takimi bumami i mietkami, że aż zapiera dech... Ok. 19.00
zaopatrujemy się w 2l coli na drogę i resztę czasu spędzamy już na
dworcu.
W końcu jest pociąg - znajdujemy swoje miejsca (bo są
miejscówki w pośpiesznym!!!) i jedziemy... Okazuje się, że w
pociągu sprzedają nie tylko piwo, ale także gazety, okulary i
zegarki!!!;)
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
05.08.2002
(dzień jedenasty)
/BUKARESZT-SUCZAWA-CZERNIOWCE-LWÓW-MEDYKA/
Nie ma to jak noc w pociągu... Ok. 5
czy 6 jesteśmy w Suczawie. Piechotą (zły pomysł) "doczołgujemy się" do
Autogara i tu niespodzianka - w przewodniku pisali, że autobus do
Czerniowiec odjeżdża 6 razy - nie napisali tylko, że 6 razy
w ciągu tygodnia - dziś o 15.30:( (150 000 Lei/ok. 4,6 €/os).
Siedzimy bez pomysłu, a tu za chwilę zjawia się nasza rodaczka - Sabina
z Gliwic i jeszcze dwóch kolesi z Polski:). Koleżanka idzie
poszukać jakiegoś busa, bo twierdzi, że na pewno się coś znajdzie... po
chwili przychodzi do nas jakaś Ukrainka i mówi, żeby pojść z
nią.... OK! Jest transport (130 000 Lei/ok. 4 €/os - taniej
niż autobus). Szofer idzie na chwilę na bazar.... ale nie ma go chyba z
godzinę;))). W międzyczasie udało się kupić 6 znaczków, ale
wysłanie kartek Gawron powierzył
jakiemuś napotkanemu "zadbanemu" Rumunowi (ten wywiązał się z
zadania!). W końcu ruszamy starym VW Transporterem w 12 osób
(te ukraińskie klimaty;) do Czerniowiec. Na granicy trochę stoimy, bo
"przetrzepują" jakieś polskie samochody... W końcu jedziemy dalej... U
nas w samochodzie i tak już sporo osób (jeden koleś siedzi
na taborecie;), a oni jeszcze biorą autostopowiczkę...he... Ok. 12.30
jesteśmy na dworcu autobusowym w Czerniowcach - tu o 13.05 odjeżdża
autobus do Lwowa (23 Hr/ok. 23 PLN/os). Rozmieniamy 20 $ - musi
wystarczyć... Autobus jest nieco gorszej klasy - trochę brudny, okna
się nie otwierają (na drodze okazało się, że wycieraczki też nie
działały, he). W autobusie spotykamy kolejnych Polaków -
Żaneta i Michał z Krakowa (lub okolic). Już prawie mamy ruszać, ale
jeszcze jakaś kobieta stoi na początku autobusu i reklamuje rajstopy,
hehe. Droga jest długa i męcząca, a pogoda co chwilę się zmienia. Na
jednym z przystanków śmiejemy się z gościa, który
biegnie za autobusem, bo trochę się zasiedział w ubikacji, hehe ... a
niedługo później sami jesteśmy w podobnej sytuacji - bo
zachciało nam się zwiedzać ryneczek;))). Ok. 21.30 dojeżdżamy do Lwowa
i tu postanawiamy, że razem z Sabiną, Żanetą i Michałem wracamy do
Polski (bo wcześniej myśleliśmy, żeby tu przenocować). Małe zamieszanie
na dworcu - ucieka nam polski autobus do Przemyśla, ale za chwilę
jedzie też ukraiński... Rozmawiamy z kierowcą, żeby "kupić bilet u
niego", ale on się nie zgadza (później wyszło, że się nie
zrozumieliśmy - trudno), więc kupujemy w kasie (29 Hr/ok. 29 PLN/os) -
dobrze, że w kantorze obok rozmieniają złotówki. Autobus 100
razy lepszy od poprzedniego. Jedziemy prawie sami, na początku
rozmawiamy, a potem ... zasnąłem (inni chyba też)... Przed granicą robi
się wielkie zamieszanie i po chwili już nie jedziemy sami - cały
autobus zapełniony ukraińskimi "handlowcami";). Dalej czuliśmy się jak
w programie "Granice", hehe...
Ci zestresowani Ukraińcy z towarami pochowanymi w autobusie i na sobie,
he... ale celnicy się zbyt nie czepiali, więc wszystkim udało się
wszystko przewieźć!
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
06.08.2002
(dzień dwunasty)
/STACJA OPOLE GŁÓWNE/
Ok. 1.00 jesteśmy w Przemyślu, a tu
pierwszy pociąg odjeżdża dopiero o 5.23, a poczekalnię otwierają o
4.00... Idziemy zatem zjeść coś porządnego - policja poleciła Bar
Kurczak przy dworcu (chyba jedyny czynny o tej porze bar)... Mega!!!
Szefowa dosłownie jakby wyciągnięta "mamuśka" z jakiegoś filmu -
kobieta nie do podrobienia (pozdrowienia!!!!) - podobnie jak jedzenie,
które nam przygotowała - po prostu pyychhaaa!!! Jeśli
będziecie kiedyś w Przemyślu, musicie tam wstąpić! Dalej
krótka drzemka na ławce przed dworcem, potem w otwartej już
poczekalni i w końcu pociągiem do domu... Godz. 12.00 - miło usłyszeć
rodzime "stacja Opole Główne, stacja Opole
Główne...".
Opole-Debreczyn |
Debreczyn-Oradea |
Oradea-Cheile Turzii |
Cheile Turzii-Sybin |
Sybin-Góry Fogaraskie |
Góry
Fogaraskie-Braszów | Braszów-Sinaia |
Sinaia-Góry Bucegi |
Sinaia-Bukareszt |
Bukareszt | Bukareszt-Medyka | Przemyśl-Opole
|